Wspomniane w tytule „lubimy” odnosi się przede wszystkim do preferencji widzów, ale także, w konsekwencji, producentów filmowych. Dzięki skorzystaniu z popularnej książki jako bazy dla scenariusza, dystrybutorzy zazwyczaj nie muszą zbyt wiele robić, by zainteresować publiczność filmem lub serialem. Ciekawie robi się wówczas, gdy w bliskim odstępie czasu na ekranie pojawiają się adaptacje tej samej, dobrze znanej widzom lektury. Dlaczego dwie „Lalki” to skutek przepisów prawa autorskiego i jakie kwestie prawne należy rozważyć przed powzięciem decyzji o sfilmowaniu książki?
Na czym polega problem?
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: pr. aut.) przyznaje twórcom w ramach praw autorskich różne wiązki uprawnień. Dzięki prawom majątkowym, twórca decyduje kto i na jakich polach eksploatacji korzysta z utworu a dzięki prawom osobistym, może domagać się, między innymi, respektowania swojego autorstwa i oznaczania go wedle własnych upodobań a także protestować przeciwko wprowadzaniu do dzieła zmian. Istnieje jeszcze jedno ważne uprawnienie. Jest ono kwalifikowane jako prawo majątkowe, ale jego wykonywanie często wymaga ingerencji także w prawa osobiste twórcy. Prawem tym jest tzw. wyłączne prawo do zezwalania na wykonywanie autorskiego prawa zależnego. Potocznie zwane „prawami zależnymi”. Dotyczą one opracowań, czyli nowych utworów, które czerpią elementy twórcze z dzieł powstałych wcześniej. W przypadku produkcji audiowizualnej, film lub serial stanowi opracowanie scenariusza a scenariusz może stanowić opracowanie książki. Dzięki tym uprawnieniom, twórca ma kontrolę nie tylko nad swoim własnym utworem, ale może także decydować o tym czy cudze utwory, powstałe na podstawie jego dzieła, mogą być rozpowszechniane. Nie czyni go to ich autorem, ale to od decyzji twórcy oryginału zleży, czy swoje własne prawa będzie mogła wykonywać osoba korzystająca z efektów cudzej pracy. W przypadku braku zgody, taki utwór, zwany utworem zależnym, musi wylądować na dnie szuflady. Niekoniecznie jednak na wieczność! Przyjmuje się, że prawa zależne mają charakter majątkowy. Oznacza to, że w Polsce, i w wielu państwach na świecie, trwają całe życie twórcy i 70 lat po jego śmierci. Kiedy monopol, także ten odziedziczony, wygaśnie, wygasa także obowiązek pytania kogokolwiek o zgodę na korzystanie z opracowań utworu. Taka sytuacja, poza niezaprzeczalnym plusem, jakim jest brak konieczności negocjowania warunków ekranizacji książki oraz ponoszenia z tego tytułu kosztów, ma zasadniczy minus. Książka trafia do domeny publicznej i może być wykorzystana przez różnych twórców i producentów w tym samym czasie. Przypadek ekranizacji „Lalki” pokaże czy widzowie poprzestaną na zapoznaniu się z jedną z wizji przeniesienia książki na ekran, czy też znajdą przestrzeń dla obu, celem porównania wersji. W przypadku utworów literackich niechronionych monopolem prawno-autorskim już od wielu lat, twórcy decydują się na uwspółcześnioną wersję. Przykładem takiej adaptacji jest „Romeo i Julia” w reżyserii Baza Luhrmanna, w której zwaśnione rody zostały przestawione jako wojujące gangi z miasta Verona Beach. Tymczasem twórcy obu wersji „Lalki” trzymają się konwencji filmu kostiumowego, ciekawe zatem jak i co z tej powieści przedstawią współczesnej widowni.
Adaptacja czy ekranizacja?
Z jednej strony, z perspektywy przepisów prawa autorskiego, nie ma znaczenia czy twórcy filmowi dokonują adaptacji czy ekranizacji książki. W obu przypadkach mamy do czynienia z opracowaniem, na rozpowszechnianie którego konieczna jest zgoda podmiotu posiadającego prawa zależne. W praktyce jednak, powyższe rozróżnienie może być istotne. Wspomniałam, powyżej, że mimo iż prawa zależne mają charakter majątkowy, to w niektórych przypadkach konieczne jest także uwzględnienie autorskich praw osobistych twórcy. W szczególności chodzi o prawo do decydowania o treści i formie utworu. Przez „ekranizację” rozumie się zwykle przekształcenie książki w obraz filmowy. Konieczne mogą być skróty czy uproszczenia, usprawiedliwione specyfiką języka filmowego, ale zasadniczo nie zmienia się treści ani przesłania dzieła literackiego. W takim przypadku ryzyko ingerencji w autorskie prawa osobiste twórcy jest prawie żadne. Inaczej przedstawia się kwestia „adaptacji”, która zakłada potraktowanie pierwowzoru literackiego jako podstawy do stworzenia przez filmowców historii, która może odbiegać od oryginału. W takim przypadku wskazane byłoby, żeby poza kwestią praw zależnych, uregulować w umowie z twórcą jego stosunek do dokonywanych zmian. Wbrew pozorom, nie zawsze autorom książek zleży na tym, by wersja filmowa lub serial wiernie odzwierciedlały wymyśloną przez nich fabułę. Może się jednak zdarzyć, że w przypadku wypaczenia przesłania dzieła lub modyfikacji kwestii istotnych światopoglądowo, twórca chciałby mieć możliwość nie tyle zakazania takich działań, ale żądania określonego komunikatu kierowanego do widza. Chodzi o to, by mylnie nie przypisywać autorowi książek poglądów, których nie posiada i nie wyraża publicznie.
Z kim podpisać umowę?
Odpowiedź jest pozornie prosta: z tym, kto posiada prawa zależne! A jak to ustalić? Jeśli twórca żyje, to konieczne jest sprawdzenie treści jego umowy z wydawcą książki. I uwaga: najważniejsze może okazać się to, czego w umowie…nie ma! Ponieważ prawa zależne stwarzają całkowicie nowe możliwości zarabiania na utworze, prawodawca objął twórców szczególną ochroną. Z przepisów prawa autorskiego wynika, że nawet jeśli twórca przeniósł na wydawcę całość autorskich praw majątkowych albo udzielił możliwie najszerszej licencji wyłącznej na te prawa, ale w umowie nie wspomniano niczego o prawach zależnych, to pozostają one przy twórcy. Należy także wczytać się w treść dokumentu, nawet jeśli odnosi się on do praw zależnych. Może się okazać, że wydawca jest decyzyjny tylko w przypadku określonych w umowie rodzajów opracowań, jak na przykład tłumaczenia książki na języki obce. Jeśli chodzi o adaptacje filmowe lub ekranizacje, decyzje podejmuje twórca. Zdarzają się także umowy wydawnicze, w których zastosowano jeszcze inny mechanizm, często problematyczny w praktyce. Prawa zależne przez określony czas może wykonywać jedynie wydawca, ale jeśli miałby je powierzyć osobie trzeciej, wymaga to zgody twórcy. Często takie postanowienia wydłużają proces negocjacji, ponieważ trzeba zaspokoić finansowo oba podmioty oraz dojść z nimi do porozumienia co do zasad współpracy. Bywa, że wydawca i twórca mają sprzeczne interesy w tym zakresie i odmienne priorytety.
Nie można także wykluczyć, że podmiotem, który będzie decydował o prawach zależnych nie będzie ani twórca, ani wydawca. Jeśli twórca nie żyje a jednocześnie nie przeniósł na żaden podmiot wyłącznego prawa do wykonywania autorskiego prawa zależnego, należy poszukać spadkobierców. Zazwyczaj będą oni uprawnieni także do wykonywania autorskich praw osobistych w imieniu nieżyjącego twórcy.
Prawa zależne a może zapożyczenia?
Niektóre z rodzajów ekranizacji mogą wymagać nie tylko wykonywania praw zależnych do utworu, ale będą wkraczać także w autorskie prawa majątkowe. Będzie to dotyczyło takich sytuacji, w których scenarzysta poweźmie decyzję o wykorzystaniu w ramach dialogów kwestii napisanych przez autora książki. Nie można wykluczyć, że są one napisane idealnie pod kątem przeniesienia na ekran. Wówczas nie dochodzi tylko to zmiany formuły utworu z literackiego na filmowy, ale także do bezpośredniego wcielania treści prosto z książki do scenariusza. Wymaga to wyszczególnienia w umowie z podmiotem uprawnionym. Prawdopodobnie, uprawnionym do udzielenia zezwolenia będzie wydawca. Licencje udzielane przez twórców najczęściej obejmują wszystkie pola eksploatacji, niezależnie od tego, czy wydawca rzeczywiście będzie z nich korzystał. Producent filmowy powinien sprawdzić, po ilu latach licencja wydawcy wygada i należy zwrócić się do twórcy.
Na ten aspekt działalności twórczej scenarzystów, czyli bezpośrednie przeniesienie kwestii wypowiadanych przez bohaterów książki do dialogów, należy zwracać uwagę także w przypadku tych dzieł literackich, do których prawa autorskie już wygasły. To prawda, że w konsekwencji ustaje także monopol w sferze praw zależnych. Często jednak zapomina się, że odrębnie jest on liczony dla tłumaczeń! Jeśli zatem istnieje twórcza potrzeba by wykorzystać fragmenty książki, trzeba sprawdzić status prawny jej tłumaczenia. Wielkie dzieła są przekładane na nowo, czasem co kilka lat. Należy o tym pamiętać, sięgając po polskojęzyczną wersję światowego klasyka.
Powieść czy reportaż?
Niektórym filmowcom wydaje się, że jeśli chcą opowiedzieć historię, która zdarzyła się naprawdę, nie ma potrzeby czynienia uzgodnień z autorami reportażu. W końcu prawo autorskie nie chroni informacji i każdy ma prawo z nich korzystać w ramach swojej działalności twórczej. Takie podejście może być jednak ryzykowne. Moje doświadczenie jako prawnika praktyka uczy, że jeśli na rynku jest książka, opisująca określone wydarzenia, twórca lub wydawca natychmiast odezwą się do filmowca, jak tylko dowiedzą się o rozpoczętej produkcji. Popularność reportaży, książek non-fiction, biografii oraz historii true crime rośnie. Ich ekranizacja jest zatem atrakcyjną wizją przyciągnięcia widza dla producentów. Należy pamiętać, że o ile na informację nikt nie ma monopolu, to inaczej należy podchodzić do samej opowieści, stworzonej na jej podstawie. Elementami twórczymi w repostażu czy innych gatunkach non-fiction będzie sekwencja zdarzeń, narracja przez pryzmat określonej postaci czy tworzenie paralel do współczesności. Nie można wykluczyć takich filmów czy seriali, które powstają wyłącznie w oparciu o niezależny research scenarzystów. Dużo będzie zależało od przedstawianego tematu i tego w jakim stopniu został on już przywłaszczony przez pop-kulturę. Taktyka minimalizująca ryzyko prawne powinna obejmować rozmowę z wydawcą lub twórcą. Chodzi o to, by uniknąć zarzutów o przewłaszczenie twórczych elementów obecnych w opisie zdarzeń, które miały miejsce w rzeczywistości. Przykładem nieporozumień na takim tle może być konflikt relacjonowany w mediach w odniesieniu do filmu „Pan T.” Samo wykorzystanie efektu żmudnej pracy danego autora literackiego, w tym dziennikarza, który spędzał godzinny w czytelniach akt, bez powołania się na źródło, może być potraktowane jako naruszenie dóbr osobistych. Zatem także i w przypadku opowiadania na ekranie historii, które zdarzyły się naprawdę, zalecana jest rozwaga i konsultacja z prawnikiem.
Czy proponować autorowi książki współpracę przy pisaniu scenariusza?
W przypadku ekranizacji „Lalki”, nie można skorzystać z pomocy autora. ChatGPT, poproszony o sugestie do scenariusza pisane w duchu Prusa, radzi, by w dialogach „zachować literacki patos i długie zdania tam, gdzie trzeba; nie tłumaczyć wszystkiego „na skróty”. Pozwolić bohaterom mówić o handlu, honorze i nauce z erudycją, ale także prostotą ulicy.” Przenosząc Wokulskiego do realiów 2026 roku, ChatGPT charakteryzuje go następująco: „przedsiębiorca z doświadczeniem w międzynarodowym handlu (import vintage, upcycling, B2B), dziś właściciel butikowej sieci second‑hand i pracowni renowacji ubrań; buduje markę łączącą rzemiosło z ekologią. Średnio zamożny, szanowany w lokalnym środowisku biznesowym.” Izabela to „modelka/lifestyle influencerka, kuratorka eventów kulturalnych, pracuje częściowo jako twarz marek luksusowych. Żyje z rodzinnego majątku i kontraktów. Nie gardzi współpracami, lecz kalkuluje je ostrożnie.” Relacja z ChatemGPT układa się wzorcowo, między innymi dlatego, że nie trzeba wykorzystywać jej efektów ani w ogóle brać pod uwagę tego rodzaju współpracy. W przypadku twórców książek, warto od razu tę kwestię wyjaśnić. Producent, zanim rozpocznie starania się o prawa zależne, powinien znać odpowiedź na pytanie czy chce angażować twórcę książki do pracy przy filmie. Jak pokazuje przykład chociażby Cormaca McCarthy’ego, nie każdy pisarz jest równie świetnym scenarzystom. Nie jest to jednak jedyny rodzaj współpracy, jaki można rozważać z autorem. W przypadku książek non-fiction, pisarz może pełnić funkcję konsultanta, który będzie szczególnie potrzebny w przypadku zmiany faktów czy dopisywaniu wątków nieobecnych w pierwowzorze. Producent musi rozważyć czy ze względu na tematykę oraz osobowość autora, lepszym rozwiązaniem, także z perspektywy marketingowej, będzie angażowanie go do produkcji czy też poprzestanie na samym załatwieniu praw do ekranizacji. Nie jest tak, że autorzy książek marzą o współpracy w filmowcami. Często nie mają na to ochoty lub czasu, ponieważ wolą skupić się na swojej pracy. Może jednak się tak zdarzyć, że ze względów finansowych, autorowi książki będzie na udziale przy tworzeniu lub konsultowaniu scenariusza zależało. Warto się tego spodziewać zwłaszcza w tych przypadkach, kiedy o prawach zależnych, na mocy zazwyczaj nie do końca zrozumianej przez autora, decyduje wydawca.
Przepis na sukces?
Ekranizacja lubianej książki to w wielu przypadkach gwarancja wysokiej oglądalności. Można mnożyć przykłady nagłego wzrostu popularności świetnych reżyserów i aktorów, dopiero po zaprezentowaniu widowni adaptacji książkowej. Świetnym przykładem takiego tandemu może być Luca Guadagnino i Timothée Chalamet, którzy bardzo wiele zawdzięczają filmowej wersji hitu „Call me by your name”. Reese Witherspoon założyła klub książki, przede wszystkim po to, żeby zbierać informacje o preferencjach czytelników z pierwszej ręki. W taki sposób nabrała przekonania, że warto zainwestować w produkcję serialu „Małe ogniska” czy „Gdzie śpiewają raki”. Twórcy literatury powinni jednak pamiętać, że kiedy pytają producenta o to, jak będzie zekranizowana ich książka, jedyna uczciwa odpowiedź brzmi: nie tak, jak sobie wyobrażasz! Dotyczy to także oczekiwań wiernych czytelników.
